Zaczęło się od powiadomienia na Facebooku. Pan Adam zapytał na lokalnej grupie, kto robi dobre strony internetowe. Klikam z ciekawości – a tam… kilkanaście poleceń Studio Simplo. Nie powiem, ucieszyłem się. I lekko się zdziwiłem. Dzień później zadzwonił telefon. – Panie, ja nie wiem, co pan robisz i jak to robisz, ale wszyscy pana polecają. Potrzebuję stronę. I tak poznaliśmy się z firmą, która buduje stoiska targowe dla chińskich korporacji. Ale nie byle jakie […]
Zaczęło się od powiadomienia na Facebooku. Pan Adam zapytał na lokalnej grupie, kto robi dobre strony internetowe. Klikam z ciekawości – a tam… kilkanaście poleceń Studio Simplo. Nie powiem, ucieszyłem się. I lekko się zdziwiłem.
Dzień później zadzwonił telefon.
– Panie, ja nie wiem, co pan robisz i jak to robisz, ale wszyscy pana polecają. Potrzebuję stronę.
I tak poznaliśmy się z firmą, która buduje stoiska targowe dla chińskich korporacji. Ale nie byle jakie stoiska. Mówimy o konstrukcjach realizowanych w Berlinie, Mediolanie, Barcelonie. Powierzchnia jednego stoiska często przekracza metraż średniego domu. Goście są naprawdę dobrzy w tym, co robią. A jednak…
Zaczęliśmy rozmawiać o stronie. Firma działa na bardzo wysokim poziomie, ale ich obecność w internecie… cóż, była na poziomie “zrób to sam w niedzielę wieczorem”. Strona na Wixie, social media, hosting – wszystko powiązane z jednym pracownikiem. Który właśnie rozstał się z firmą. W dość burzliwej atmosferze.
I teraz najlepsze: wszystkie prawa własności – na niego. Dostępy – u niego. Domena – na jego nazwisko. A on… zakłada konkurencyjną firmę. Brzmi jak scenariusz z serialu? Niestety wydarzyło się naprawdę.
Zamiast pracować nad stroną, najpierw musieliśmy ją… odzyskać. Przez tydzień negocjowałem z byłym pracownikiem. Nie będę wchodził w szczegóły, ale po wielu telefonach, mailach w biblijnych objętościach – udało się odzyskać domenę. Hosting przeniesiony na klienta, dostęp odzyskany. Można było działać.
Spotkaliśmy się z klientem, żeby pogadać o tym, co właściwie robią, co ich wyróżnia i dlaczego chińskie korporacje chciałyby z nimi współpracować. Wypracowaliśmy jasne przewagi konkurencyjne, obiekcje klientów i to, w jaki sposób możemy je na stronie zneutralizować. Po co? Żeby klienci, prowadzeni za rączkę przez wszystkie etapy rozmyślania o wyborze wykonawcy, w końcu kliknęli w kontakt.
Dalej działaliśmy wg procesu, który mamy dobrze wypracowany:
Teksty napisaliśmy w Simplo. Ekipa od stoisk jest tak zabiegana, że musiałem ich ścigać o akceptację poszczególnych etapów pracy 😉 To świadczy tylko o ich klasie wśród konkurencji.
Dalej: wdrożenie. Przełożenie projektu graficznego na działającą stronę. Tutaj wszystkie magiczne sztuczki, które robi programista i webmaster, żeby strona dobrze działała na komputerach, komórkach, tabletach. Żeby Google ją dobrze widziało i żeby użytkownik łatwo ją obsłużył.
Ciekawostka:
Taki ciekawy smaczek – trzeba było zintegrować stronę z WeChatem (to taki chiński WhatsApp), bo chińscy klienci nie używają Messengera czy WhatsAppa.
Zrobione.
Zamiast amatorskiego Wix-a – nowoczesna strona, szybka jak błyskawica, dopasowana do urządzeń mobilnych, z porządnymi tekstami, zdjęciami i integracją z chińskim rynkiem.
Czy mam dane, że konwersja wzrosła o 300%? Nie. Ale wiem, że klient powiedział:
– Tego się nie spodziewałem. Zrobiliście to lepiej, niż sobie wyobrażałem.
I to w zupełności mi wystarczy.
Czy wiesz, na kogo zarejestrowana jest Twoja domena?
Czy Twoja strona pokazuje, jak dobry jesteś w tym, co robisz?
Jeśli choć trochę się zawahałeś – warto pogadać.
📩 Odezwij się – chętnie sprawdzę, jak wygląda Twoja sytuacja i co można z tym zrobić.